Stagnacja w sporcie, czyli pięta achillesowa każdego trenera i zawodnika

Cieszę się z kilku ostatnich maili z pytaniami: Dlaczego nic nie piszesz? Pozytywna motywacja oraz dzień spędzony w laboratorium (patrz: przed komputerem) skłoniły mnie do napisania kilku słów odnoszących się do ostatnich tygodni mojej pracy.

Stagnację możemy definiować jako dolegliwość spowodowaną jednym lub kilkoma czynnikami błędnie wkomponowanymi w proces treningowy. Zbyt niska intensywność treningu, brak zrozumienia celu i efektów procesu szkoleniowego, błędy w odżywianiu lub popularne przetrenowanie.

Jako trener zawsze miałem (i mam?) problem z… człowiekiem.

Do swojej pracy zawsze podchodziłem jak do celu, który należy zrealizować przy użyciu dostępnych narzędzi. Przy takim założeniu należy wyeliminować wszystkie czynniki, które mogą spowolnić lub zmniejszyć efektywność procesu treningowego. Tego typu działanie wprowadza monotonie, osłabienie koncentracji, obniża motywację i często prowadzi do konfliktów (to tylko kilka spostrzeżeń).

Ten sposób rozumowania posiada również wiele zalet. W stosunkowo krótkim okresie pozwala osiągnąć wymierne efekty. Praca o tym profilu jest wysoce zindywidualizowana (na niższych poziomach zazwyczaj stosujemy typologie Sheldona lub Wankego i podział zespołu na podgrupy) i zintensyfikowana. Charakteryzuje się również dużym naciskiem na kontrolę procesu treningowego i zmiany do jakich prowadzi.

Wszystko to pięknie wygląda… tylko ten współczynnik humanistyczny przeszkadza…

Stosując metodologiczną postawę Floriana Znanieckiego łatwo można dojść do wniosku, że stosowanie tej metody przez dłuższy okres prowadzi do obniżenia skuteczności procesu treningowego. Zawodnicy są zrezygnowani, często tracą motywację do pracy o wysokiej intensywności. Efektem spadku intensywności i koncentracji będzie słabsza forma sportowa, która przełoży się na wyniki. Niezadowalające rezultaty spotkań mistrzowskich najczęściej prowadzą do słabej atmosfery w szatni i narastających konfliktów na linii zawodnicy-trener/zawodnik-zawodnik. Widzimy tutaj klasyczny efekt domina…

Co tu robić…?

Odpowiedź daje nam prosta analiza regresywna, która polega na znalezieniu korelacji pomiędzy czynnikami oddziałującymi a zjawiskiem, które jest obiektem naszej obserwacji. Innymi słowy: szukamy błędu w naszym działaniu, dziury w worku lub pęknięcia opony. Z pozoru mała usterka może przynieść duży problem: błędny znak w działaniu oznacza inny wynik, dziura w worku utratę zawartości, pęknięcie opony potencjalnie groźny wypadek.

W ten sposób dochodzimy do wniosków (o matulu…wreszcie kończy!).

Analiza regresywna wykazuje silny związek między różnorodnością metod a efektywnością procesu treningowego. Oznacza to, że wprowadzanie potencjalnie nieefektywnego ćwiczenia, które “wybudzi” zawodników z monotonii może w efekcie przynieść znacznie korzystniejsze skutki niż programowe prowadzenie treningu sportowego. Sukcesem jest wprowadzenie odpowiednich proporcji, które nie zaburzą efektywności działań przy jednoczesnym utrzymaniu zaangażowania i koncentracji zawodników.

Czekam na Wasze opinie. Ostatnio otrzymałem dawkę wspaniałych spostrzeżeń, które już dziś wykorzystuję prowadząc treningi. Skontaktuj się ze mną! Serdecznie zapraszam do dyskusji.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *